Informacje

Fikcja nie tylko fanowska.

W podstronach danej powieści linki do rozdziałów!

sobota, 31 marca 2018

Rozdział 9 - Czyżbyś się łamał?

Brak komentarzy:
Mimowolnie odwrócił głowę w tył i obrzucił leżącą na łóżku postać uważnym spojrzeniem. Ginny nie spała. Miała głowę podpartą na poduszce i wzrok wbity w sufit. Po jej piegowatych policzkach płynęły łzy.
- Witaj, Weasley – mruknął Draco, dziwnie zachrypniętym głosem. Odchrząknął lekko i zacisnął pięść na różdżce, chcąc czym prędzej stąd wyjść. Przecież mógł. Mógł prędko się oddalić, uciec. Ale tego nie zrobił. Znów.
- Nie połamałam nóg – zażartowała nieśmiało, uśmiechając się lekko. Malfoy nie wiedział jak na to reagować, na jej w pewnym sensie uprzejmość i na tę próbę zatrzymania go na pogadankę.
- Widzę. Tylko kręgosłup – przyznał, choć kompletnie nie miał ochoty na rozmowę w tym momencie. Mimo wszystko czarne myśli się oddaliły, a raczej zeszły na dalszy plan.
Ginny zamilkła, zaciskając usta w cienką kreskę. Nagle otworzyła je, jakby miała zamiar coś powiedzieć, ale znów zamknęła.
- Wiesz, przychodziło do mnie z początku parę osób. Niektórzy mówili że to twoja wina…
- Rozumiem – przerwał nagle i już miał zamiar się wycofać, ze złością odsłaniając kotarę.
-… ale wątpię w ich słowa – skończyła prędko Ginny, lekko się unosząc na poduszkach i w końcu odwracając wzrok od sufitu i wbijając go w jego plecy. Draco jednak stał wciąż odwrócony do niej tyłem, przez dłuższą chwilę przyswajając to, co powiedziała.
- Czemu? – spytał w końcu, odwracając się nieśpiesznie. – Czemu nie ufasz swoim przyjaciołom, a wieszysz natomiast w odwiecznego wroga?
- No wiesz, może jestem trochę naiwna – wzruszyła ramionami i otarła łzy z policzków. Kiedy jednak podniosła wzrok, na jej twarzy wymalował się strach. – Co ci się stało, Malfoy?
Draco burknął coś pod nosem, kręcąc lekko głową. Rękawem szaty starał się niepostrzeżenie zetrzeć krew z twarzy, ale było już zdecydowanie za późno, bo ciekawska dziewczyna zdążyła już zauważyć wszystkie pozostałości po bójce.
- Ktoś cię pobił?
- To nie twój interes – warknął Draco rozeźlony. – Czemu ma cię to niby interesować.
- Oh, no nie wiem, jesteś jedyną osobą która przyszła mnie odwiedzić od dwóch tygodni.
- Nie przyszedłem cię odwiedzić głupia wiewióro, Hatchfield kazał mi dać ci notatki.
- Nieważne. Dzięki – podsumowała Ginny, co kompletnie zbiło go z tropu. Opanował złość i wszystkie negatywne uczucia i przekrzywił lekko głowę, patrząc na nią z zamyśleniem. Wydawała się być zdołowana i jakby pozbawiona tego swojego wrodzonego wigoru.
Na bardzo długą chwilę zapadła głęboka cisza. Żadne nie miało nawet odwagi się poruszyć, napięcie było wręcz wyczuwalne i Draco czuł się zdecydowanie nieswojo.
- Chyba wszyscy o mnie zapomnieli – wyznała Weasley, opierając głowę o ramę łóżka i patrząc ze smutkiem na swojego jedynego gościa. – Rodzice przyjechali jak się tylko wybudziłam, ale oni mają swoją pracę, moich braci nie ma już w szkole, raz czy dwa była tu Hermiona i parę dziewczyn z mojego dormitorium. Ale to było dwa tygodnie temu, teraz jestem sama.
- Czemu cię nie wypuszczą?
- Dopiero zaczęłam rehabilitację – mruknęła Ginny, kręcąc lekko głową. – Wciąż jestem skuta do łóżka, nie mogę chodzić. Najśmieszniejsze jest to, że będąc mugolką, byłabym martwa.
- Nie będziesz mogła więcej latać – stwierdził Malfoy, pamiętając co dość niedawno usłyszał od Hatchfielda. Sam nie wiedział, czemu kontynuuje rozmowę, może dlatego, że on, podobnie jak ona, czuł się samotny. Wręcz cierpiał na niedobór czyjegoś towarzystwa o wieku zbliżonym do jego. Może głęboko zakorzeniony wróg nie był najlepszym towarzystwem. Ale lepszym niż nikt.
- Słyszałam – przyznała smutno Weasley, a na jej twarz bardzo widocznie wypłynęło cierpienie. - Jak będę mogła biegać, to będzie dobrze. Nie wiem co teraz robić w życiu.
Malfoy uśmiechnął się lekko, czując dosłownie to samo. Może to było trochę dziwne. Może było trochę niewłaściwe. Przysiadł jednak na krześle obok i rozłożył się na nim całkowicie, zdejmując obkrwawioną szatę.
- To co lubisz.
- Nie mogę – mruknęła, patrząc jak się rozpłaszcza.
- To bądź idealną żoną Pottera, gotuj mu obiady… - zaczął ironicznie Malfoy, nim spostrzegł, że jest to kompletnie nie na miejscu.
- Nie jestem z Potterem – ucięła chłodno Ginny, mrużąc lekko oczy. Na moment zapadła cisza, przerwana jedynie chrząknięciem Dracona.
- Cóż, przykro mi? – mruknął z nutą sarkazmu, choć lekko się zapeszył.
- Mi nie, więc tobie tym bardziej – odparła jedynie Weasley i zaczęła bawić się skrajem kołdry, mnąc go w rękach. Wydawała się smutniejsza. – Tak właściwie, to czemu zacząłeś chodzić na Opiekę?
Takiego pytania się nie spodziewał. Zmarszczył brwi i przesunął dłonią po włosach. Pod wpływem dotyku rozczapirzonych na wszystkie strony blond kosmyków po raz kolejny przypomniał sobie, że od bardzo długiego już czasu nie zaczesywał ich w tył. Tak właściwie, to nie robił tego od kiedy jego ojciec trafił do Azkabanu.
- Nie wiem. Hatchfield mnie przekonał. A ty?
- Lubię to, mój brat trenuje smoki w Rumunii…
- Trenuje smoki? – Draco mimowolnie się zainteresował, co nie uszło uwadze młodej Weasley. Uśmiechnęła się lekko widząc jego minę i skinęła głową.
- Jak byłam mała, to chciałam być jak on, ale nigdy nie miałam ręki do zwierząt.
- Ja chyba też jej nie mam. Jedna służy do władania różdżką, a druga do pokazywania środkowego palca wszystkim wrogo do mnie nastawionym – mruknął Draco i zdziwiony popatrzył na Ginny, która zaczęła się serdecznie śmiać. Nawet nie sądził, że możliwe jest rozbawienie jej w takiej sytuacji. A może była już dostatecznie zdesperowana, że nawet jego towarzystwo jej odpowiadało? Chyba w takim wypadku miał podobnie.
- Masz lepszą niż ja – przynała cicho Weasley, spuszczając nagle wzrok. – Na zajęciach zwierzęta cię lubią, a w każdym razie są zainteresowane.
Malfoy zastanowił się chwilę nad jej słowami, ale zmuszony był pokręcić lekko głową, przypominając sobie sytuację z psidwakiem.
- Nie, zdecydowanie nie. Może czują mój…
- Lęk? – podsunęła Ginny, kiedy cisza zaczęła się wydłużać. Po raz pierwszy zauważyła na twarzy Dracona takie dziwne niezdecydowanie, jak gdyby wahał się co powiedzieć.
- Może. Nigdy nie obcowałem ze zwierzętami – wzruszył ramionami. – Chyba tylko z hipogryfem w trzeciej klasie i głupimi sklątkami, jakie wymyślał ten wielki przygłup.
- Hagrid nie jest głupi – zaczęła bronić gajowego Ginny, ale nie spotkało się to z odzewem ze strony Dracona. Chyba nie chciał się o to kłócić. – Cóż, nie miałeś nigdy zwierzaka w domu?
- Mój ojciec uważał, że tak nie przystoi… - Draco zawahał się i zmarszczył brwi.
- Współczuję. U nas zawsze było ich pełno.
Znów między nimi nastało milczenie, przerywane jedynie ich oddechami. Całe Skrzydło Szpitalne pogrążone było w ciszy.
- Malfoy? Mój stan materialny po wojnie się nie zmienił – zaczęła Ginny, chcąc nieco go rozdrażnić i zobaczyć reakcję. Popatrzył na nią jednak skrajnie zdziwiony, unosząc pytająco brwi.
- No i co? – burknął.
- Dalej jestem uboga – powiedziała dobitnie, przez co zacisnął z irytacją zęby.
- Ja też – wydusił z siebie w końcu, mając ochotę sam z siebie zacząć się śmiać. Chociaż… nie do końca, nie było mu do śmiechu, wolałby raczej zacząć wrzeszczeć i niszczyć wszystko w zasięgu ręki. Ale nie zrobił nic, po prostu siedział z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.
- Ty… co?
- Moja matka nie da mi ani galeona, mam radzić sobie sam.
Ginny parsknęła, choć na szczęście nie wybuchła śmiechem, wtedy, kto wie, może by nawet do niej dołączył. Patrzył na jej nagłą radość na twarzy z dziwnym smutkiem, a kiedy przestała i skierowała na niego swoje spojrzenie miał ochotę jej to wygarnąć.
- Naprawdę? Łał, chciałabym teraz ci tak podocinać, jak ty to robiłeś przez te wszystkie lata – przyznała i widać było, że jej humor drastycznie się polepszył.
- Zrób to więc – powiedział Draco całkowicie poważnie, patrząc na nią z ciekawością. Ginny jednak pokręciła lekko głową, wciąż się uśmiechając.
- To nie mój poziom – odparła jedynie, opatulając się szczelniej kołdrą.
Malfoy pokiwał głową i potarł dłonią skroń, wzdychając lekko.
- Racja, nie twój poziom. I już nie mój.
- Nie poznaję cię, Malfoy.
- Nigdy mnie tak właściwie nie znałaś – uśmiechnął się blado i zaśmiał się w duchu ze swojej żałośności. – Cóż, nie dziwię się, kto by chciał.
- Czyżbyś się łamał, wielki królu sarkazmu? – zironizowała, nie spodziewając się szczerej odpowiedzi. Draco jednak ją zdecydowanie zaskoczył. Westchnął i skinął lekko głową.
- Chyba coś się we mnie łamie.
© Agata | WS
x x x x x x x.